top of page

Dwoje nomadów wchodzi do restauracji — i postanawia zostać

Właśnie otworzyliśmy drzwi w Porcie Praskim, a nasza menedżerka restauracji Marta usiadła z współzałożycielami — Philippe'em i Anną — uzbrojona w kawę, wydrukowane menu i listę pytań, którą zbierała od pierwszego dnia pracy. Oto, co z tego wyszło.

Marta: zacznijmy od oczywistego pytania. Nazwaliście restaurację NOMAD Warsaw. Chętnie usłyszę dlaczego!

Philippe: przyznajemy się bez bicia. Nomada to nie ktoś, kto nie potrafi usiedzieć w miejscu — to ktoś, kto kolekcjonuje. Miejsca, smaki, rytuały, ludzi. Przez dwanaście lat mieszkaliśmy w Tajlandii, zajadając się Azją wzdłuż i wszerz, podczas gdy nasze serca trzymały jedną stopę w Europie — w Polsce, we Włoszech, we Francji. NOMAD Warsaw to po prostu wszystko, co zebraliśmy po drodze, w końcu rozpakowane w jednym miejscu.

Anna: poza tym „Restauracja Ludzi, Którzy Dużo Podróżowali i Robili Notatki” nie zmieściłaby się na szyldzie.

Marta: czym więc jest NOMAD Warsaw, w jednym zdaniu?

Anna: europejską kuchnią komfortową — daniami, które Polska, Włochy i Francja robią najlepiej — z delikatnym tajskim twistem, który zaskakuje Cię gdzieś przy drugim kęsie.

Philippe: to jedzenie, na które masz ochotę, przygotowane przez ludzi, którym nie jest obojętne, co dzieje się z Tobą, gdy talerz jest już pusty. Przyjdź dla klimatu, zostań dla smaków. To nie slogan wymyślony na potrzeby strony internetowej — to dosłownie kolejność, w jakiej to się dzieje.

Marta: porozmawiajmy o tym, „gdy talerz jest już pusty”. Napisaliście cały przewodnik żywienia. Możecie rzucić na to trochę światła?

Philippe: to całkiem proste: Twój organizm doskonale wie, co robić — potrzebuje tylko odpowiedniego paliwa. Lubimy mówić, że gotujemy z polan, a nie z podpałki. Podpałka płonie jasno i krótko — cukier, białe pieczywo, ten croissant, który porzuca Cię przed dziesiątą rano. Polana palą się długo i stabilnie — białko, dobre tłuszcze, rośliny z prawdziwym charakterem. Nasze menu budujemy na polanach.

Anna: i zanim ktokolwiek wpadnie w panikę: przyjemność nie podlega tu negocjacjom. Tiramisu istnieje. Czekoladowa lawa wybucha punktualnie. Po prostu wierzymy, że nie trzeba wybierać między jedzeniem wspaniale a czuciem się wspaniale. Niektóre dania poniosą Cię przez całe popołudnie, a inne to czysta radość jedzona łyżeczką. Jedne i drugie są mile widziane przy tym stole. Bez poczucia winy, bez moralizowania, bez smutnego talerza udającego lunch.

Marta: to wyjaśnia śniadania. Ani jednego słodkiego wypieku o dziewiątej rano.

Anna: najpierw wytrawnie — to domowa zasada, z której jesteśmy najbardziej dumni. Rozpoczęcie dnia od jajek, awokado i wędzonego łososia daje stabilną energię zamiast glukozowych fajerwerków. Poranek w Stylu Scandi to w zasadzie skandynawski uścisk. A szakszuka przyjeżdża, bulgocząc, z chlebem na zakwasie do niezwykle ważnego zadania wycierania patelni.

Philippe: słodycz pojawia się u nas później w ciągu dnia — nigdy jako akt otwarcia. Mała zmiana, a zaskakująco duży wpływ na to, jak wygląda Twoje popołudnie.

Marta: gdzie w tym menu ukrywa się tajski twist?

Philippe: on nie krzyczy, on puszcza oko. Pierożki Wschód-Zachód to czyste spotkanie kontynentów — krewetki i wieprzowina z olejem chilli, umami podające sobie ręce. Miska Tajski Spacerowicz zabiera Twoje kubki smakowe prosto na róg ulicy w Bangkoku. A sałatka z arbuza z krewetkami, sosem nam jim i prażonym kokosem — to Tajlandia na pełnej głośności, danie, za którym tęskniliśmy najbardziej po powrocie.

Anna: a kilka kroków dalej masz rzymskie cacio e pepe, porchettę z idealnie chrupiącą skórką i pizzę na zakwasie fermentowanym przez 48 godzin, na widok której włoska nonna uniosłaby brew z uznaniem. Na tym polega cały pomysł — menu jest paszportem, a każda sekcja to inna pieczątka.

Marta: skoro mowa o teatrze — ktoś musi wyjaśnić rybę w soli.

Anna: ach, dorada. Solna skorupa zatrzymuje w środku każdą kroplę wilgoci, więc na talerzu ląduje najdelikatniejsza, najbardziej soczysta ryba, jaką można sobie wyobrazić. Ale przyznajemy — uwielbiamy też odrobinę dramaturgii przy stole. Rozbicie tej skorupy to moment, w którym kolacja najbardziej przypomina ceremonię otwarcia.

Marta: dlaczego Warszawa i dlaczego Port Praski?

Philippe: po latach wędrówki Warszawa okazała się miejscem, dla którego warto się zatrzymać. A Port Praski dał nam wodę. Nomadowie od zawsze osiedlali się nad rzekami — to praktycznie punkt w opisie stanowiska. Taras nad basenem portowym, stadion po drugiej stronie wody, długi letni wieczór… zobaczyliśmy to raz i przestaliśmy negocjować sami ze sobą.

Anna: a Praga ma dokładnie tego ducha, którego chcieliśmy mieć wokół siebie — dzielnicę z charakterem, odrobiną pazura i wielkim sercem. To było mniej jak wybieranie lokalizacji, a bardziej jak zostanie adoptowanym.

Marta: ostatnie pytanie. Nazwa NOMAD Warsaw niesie w sobie pięć słów — Nasycić, Ognisko, Miłość, Atmosfera, Doznanie. Które z nich jest Wasze?

Anna: Ognisko. Każdy obóz nomadów gromadzi się wokół jednego. To ciepło, do którego ludzie się przysiadają, powód, dla którego nieznajomi zaczynają rozmawiać. Chcę, żeby ta sala była właśnie takim ogniskiem.

Philippe: Nasycić — w pełni. To obietnica, nie słowo. Jeśli wyjdziesz z NOMAD Warsaw jedynie „najedzony”, ponieśliśmy porażkę. Powinieneś wyjść odżywiony, zachwycony i już po cichu planujący powrót.

Marta: a skoro o tym mowa — stolik szósty prosi o Was oboje. Koniec wywiadu.

Philippe: widzisz? Nasycić nigdy nie śpi.

Witamy w Przewodniku żywienia NOMAD Warsaw

Jeśli spodziewasz się moralizatorskiego manifestu o jarmużu, liczeniu kalorii i pożegnaniu się ze wszystkim, co pyszne, weź głęboki oddech. A potem usiądź. To nie my!

W NOMAD Warsaw jedzenie nie jest karą. To nie dieta, zbiór zasad czy smutny talerz udający lunch. To hojny sposób na jedzenie, oparty na jednym prostym przekonaniu: kiedy rozumiesz, jak jedzenie działa na Twój organizm, lepsze wybory przestają być ciężką pracą.

Wierzymy, że jedzenie powinno sprawiać, że czujesz się dobrze, a nie ospale. Być satysfakcjonujące, a nie rozczarowujące. Dawać energię, a nie potrzebę ucięcia drzemki w połowie drogi do deseru.

Tak więc – zależy nam na smaku i to bardzo! Zależy nam na przyjemności, komforcie, teksturze, kolorze i rodzaju posiłku, który sprawia, że w połowie kęsa robisz przerwę i mówisz: „Dobra, to jest po prostu obłędne”.

Ale dbamy również o to, co dzieje się po tym, jak talerz zostanie opróżniony. I tu właśnie zaczyna się NOMAD Warsaw. Zacznijmy od tego, co rozumiemy przez żywienie

Odżywianie to coś więcej niż tylko zaspokojenie głodu. To karmienie ciała, zmysłów i duszy poprzez kompletne doświadczenie kulinarne. To uosobienie hojności, dobrego samopoczucia i nadrzędnego celu naszej kuchni – dostarczania pożywienia, które jest zarówno zdrowe, jak i głęboko satysfakcjonujące. Chodzi o tworzenie dań, które nie tylko dobrze smakują, ale także sprawiają, że czujesz się świetnie.

Dla nas odżywcze jedzenie to jedzenie z celem i charakterem.

Powinno:

  • Kipieć smakiem;

  • Zapewniać stały poziom energii;

  • Współpracować z Twoim organizmem, a nie z nim walczyć;

  • Być obfite, nigdy restrykcyjne;

  • Wnosić radość do stołu.

 

Podstawa pozostaje niezmienna – przywołuje obfitość, dobre samopoczucie i cel kulinarny. Podkreśla wagę zaspokajania, nie tylko fizycznego głodu, ale także potrzeb emocjonalnych, zmysłowych i doświadczalnych. Chodzi o wyjście poza podstawy, aby zaoferować coś naprawdę spełniającego – niezależnie od tego, czy jest to różnorodność dań, bogactwo smaków, czy ciepło gościnności.

Nie uważamy, że musisz wybierać między przyjemnością a dobrym samopoczuciem. Zamiast tego tworzymy posiłki, które łączą jedno i drugie.

Pomyśl o wyrazistych smakach, mnóstwie warzyw, wysokiej jakości białkach, zdrowych tłuszczach, mądrych węglowodanach i daniach, które odpowiednio sycą. Bez sztuczek. Bez poczucia winy. Bez „zdrowych” posiłków, które smakują jak wyrzeczenie.

Po prostu prawdziwe jedzenie, przygotowane z rozmysłem i podane z hojnością. A teraz podejdźmy do tematu nieco naukowo – ale w ten zabawny sposób!

Filozofia stojąca za NOMAD Warsaw jest prosta: Twój organizm doskonale wie, co robić. Potrzebuje tylko odpowiednich warunków. Możesz pomyśleć o swoim ciele jak o silniku hybrydowym. Działa ono na dwóch głównych źródłach paliwa:

  • Glukoza: szybka, wybuchowa, przydatna, ale krótko działająca;

  • Tłuszcz: wolniejszy, stabilniejszy, niezawodny, stworzony na długie dystanse.

 

Oba źródła są ważne. Cała magia polega na umiejętności łatwego przełączania się między nimi. Nazywa się to elastycznością metaboliczną. Nasze ciała są stworzone do rytmu: jemy, robimy przerwę, ruszamy się, pościmy, odpoczywamy i tak w kółko.

Współczesne życie ma jednak inne propozycje… śniadanie, przekąska, kawa, muffinka, sok, lunch, znowu przekąska, coś „zdrowego” z paczki, potem kolacja, deser i na koniec jeszcze jeden mały kęs, bo przecież szkoda, żeby się zmarnowało, haha!

Efekt? Utknęliśmy na biegu szybkiego spalania.

Kiedy stale jemy przetworzone, szybko palące się produkty, bez przerwy podbijamy poziom insuliny. A kiedy insulina utrzymuje się na wysokim poziomie, organizm ma utrudniony dostęp do zgromadzonego tłuszczu jako źródła energii. W rezultacie, mimo że w baku jest paliwo, my nadal czujemy się oklapli, głodni i dziwnie przyciągani w stronę ciasteczek.

I tu dochodzimy do sedna: wrzućmy do pieca grube polana, a nie podpałkę!

  • Produkty-podpałka spalają się błyskawicznie: cukier, białe pieczywo, słodkie wypieki, same przetworzone skrobie;

  • Produkty-polana palą się stabilnie: białko, zdrowe tłuszcze, bogate w błonnik rośliny i pełnowartościowe składniki, które dają siłę na długo.

 

Polana dają stałe, przyjemne ciepło. Sycą. Starczają na długo. Właśnie w takie odżywianie wierzymy: w jedzenie, które Cię niesie, a nie w takie, które zrzuca Cię z klifu energetycznego o 15:00.

Kiedy jedzenie staje się podróżą: w środku restauracji NOMAD Warsaw

Blog 01.03.2026

„Pamiętasz tamtą noc w Bangkoku w grudniu 2023 roku?” – zapytała Anna, a jej oczy rozświetlają się, gdy pochyla się nad stołem. „Wtedy, kiedy trafiliśmy na malutki uliczny stragan i spróbowaliśmy czegoś, co kompletnie zmieniło nasze myślenie o jedzeniu?”

 

Philippe kiwa głową, a na jego twarzy pojawia się porozumiewawczy uśmiech. „Jak mógłbym zapomnieć?” To był moment, w którym zrozumieliśmy, że jedzenie nie polega tylko na tym skąd pochodzisz – chodzi o to, gdzie byłeś.

 

Ta rozmowa między Anną i Philippe’em, współzałożycielami restauracji NOMAD Warsaw, oddaje istotę tego, co dzieje się, gdy podróże zmieniają twoje podniebienie. Po 12 latach spędzonych w Tajlandii wrócili do Polski z czymś więcej niż tylko wspomnieniami i pamiątkami. Przywieźli ze sobą radykalny pomysł: a co, jeśli tradycyjna kuchnia europejska mogłaby zatańczyć z odważnymi azjatyckimi smakami? Co, jeśli przepis twojej Babci mógłby podać rękę ulicznemu jedzeniu z Bangkoku?

Rezultatem jest NOMAD Warsaw – restauracja, która odmawia pozostania w jednym miejscu, przynajmniej kulinarnie.

Narodziny kulinarnej przygody

Anna nalewa dwa kieliszki wina, wspominając ich podróż. „Wyjechaliśmy z Warszawy, myśląc, że znikniemy może na rok, dwa,

ale Tajlandia miała wobec nas inne plany.”

„To nie chodziło tylko o jedzenie” – dodaje Philippe, wygodnie rozsiadając się na krześle. „Chodziło o całe podejście do jedzenia. O odwagę! O sposób, w jaki tajscy kucharze łączyli składniki, które teoretycznie nie powinny do siebie pasować – a jednak tworzyli z nich czystą magię.”

Przez ponad dekadę Anna i Philippe zgłębiali kulinarną kulturę Azji Południowo - Wschodniej. Uczyli się od ulicznych sprzedawców w Bangkoku, zgłębiali tajniki domowej kuchni w lokalnych wioskach i chłonęli techniki przekazywane z pokolenia na pokolenie. Nigdy jednak nie zapomnieli o swoich europejskich korzeniach.
„Zdarzało nam się tęsknić za pierogami” – śmieje się Anna. „Ale po latach spędzonych wśród smaków galangalu i trawy cytrynowej powrót do całkowicie tradycyjnych przepisów wydawał się… niepełny.”

To właśnie napięcie pomiędzy dziedzictwem a doświadczeniem dało początek koncepcji NOMAD Warsaw. Nie interesowało ich tworzenie „fusion” tylko dla samego efektu. Chcieli raczej uhonorować obie tradycje – europejską i azjatycką – pozwalając im naturalnie się przenikać.

Co sprawia, że kultura jedzenia staje się „nomadyczna”?

 

Philippe gestykuluje ożywiony, gdy wyjaśnia ich intencje „Nomadyczna kultura żywienia nie polega na przypadkowym mieszaniu składników z różnych krajów. Chodzi o zrozumienie, w jaki sposób smaki podróżują, dostosowują się i zmieniają.”

„Dokładnie” – wtrąca Anna. „Pomyśl, jak pomidory przywędrowały z Ameryki do Włoch albo jak chili trafiło do Tajlandii z Ameryki Południowej. Jedzenie zawsze było nomadyczne, my tylko mówimy o tym wprost.”

To podejście znajduje odzwierciedlenie w NOMAD Warsaw zaskakujący sposób. Klasyczny polski barszcz może zostać odświeżony nutą liścia limonki. Polskie, włoskie i francuskie techniki spotykają się z tajskimi ziołami, a włoski makaron otula aromat sosu rybnego. Każde danie opowiada historię ruchu, adaptacji i twórczego zderzenia.

„Nie próbujemy ulepszać tradycyjnych przepisów” – doprecyzowuje Philippe. „Pytamy raczej: co by było, gdyby te tradycje spotkały się wcześniej? Jakie rozmowy by ze sobą prowadziły?”

Menu w NOMAD Warsaw zmienia się wraz z porami roku, odzwierciedlając zarówno sezonowy kalendarz Warszawy, jak i ewoluujące kulinarne eksperymenty duetu. Wiosną pojawiają się szparagi w nieoczywistych, aromatycznych odsłonach. Jesienią na stole ląduje dziczyzna, łączona z tamaryndowcem i cukrem palmowym. Zimą sycące europejskie gulasze zyskują wyraziste akcenty dzięki galangalowi i kaffirowi.

Budowanie społeczności – talerz po talerzu

Twarz Anny łagodnieje, gdy mówi o roli restauracji na warszawskiej scenie kulinarnej. „Chcieliśmy, żeby NOMAD Warsaw przypominał czyjąś jadalnię – tylko taką, w której dzieją się niesamowicie interesujące rzeczy w kuchni.”

Restauracja, wszędzie tam, gdzie jest to możliwe korzysta z lokalnych składników, budując relacje z polskimi rolnikami i producentami.

 „Jest pewna, niesamowita kobieta, która jakieś 50 km od Warszawy, uprawia tradycyjne odmiany pomidorów – opowiada Philippe. „Kiedy przywozi nam swoje zbiory, zadajemy sobie pytanie: jak możemy uhonorować to, co wyrosło na jej polu, wprowadzając do tego nieoczywiste elementy.

To przywiązanie do lokalnych produktów nie sprowadza się tylko do zrównoważonego podejścia – to także sposób opowiadania historii. Każdy składnik staje się bohaterem większej opowieści o nomadycznej kulturze jedzenia.

„Nasi goście nie tylko jedzą kolację” – wyjaśnia Anna. „Oni biorą udział w rozmowie między kulturami, między tradycjami, między przeszłością a teraźniejszością.”

Atmosfera restauracji wzmacnia to poczucie podróży i odkrywania. Ciepłe światło, wspólne stoły i otwarta kuchnia zapraszają gości, by stali się częścią tego doświadczenia, a nie tylko biernymi obserwatorami.

Techniczna strona przekładu kulturowego

Philippe wyraźnie się ożywia, gdy opowiada o wyzwaniach stojących za ich koncepcją. „Nie możesz po prostu wlać sosu rybnego do bigosu i uznać, że sprawa jest załatwiona. Trzeba zrozumieć rolę każdego składnika.

Wiedzieć, dlaczego działa tam skąd pochodzi i umieć wprowadzić go w nowym kontekście i z wyczuciem.

To wymaga głębokiej wiedzy na temat europejskich, jak i azjatyckich technik kulinarnych. Zespół NOMAD Warsaw przez lata eksperymentował, popełniał błędy i doskonalił swoje metody.

„Prawdopodobnie stworzyliśmy po sto wersji niektórych dań” – przyznaje Anna. „Było takie jedno danie z wołowiną, do którego próbowaliśmy wprowadzić trawę cytrynową. Zajęło nam to sześć miesięcy, żeby zaleźć właściwy balans – moment, w którym wyraźnie czuć obie tradycje, ale żadna nie dominuje.

Kuchnia zachowuje subtelną równowagę między precyzją a intuicją. Klasyczne techniki dają jej strukturę, a tajska wrażliwość wnosi improwizację i odwagę. Polska sytość spotyka południowoazjatycką świeżość. Włoska elegancja przenika się z tajską złożonością.

Dlaczego Warszawa? Dlaczego teraz?

„Warszawa jest na to gotowa” – stwierdza z przekonaniem Anna. „To miasto przeszło przez ogromną przemianę. Ludzie tutaj rozumieją, co znaczy ewoluować, jednocześnie szanując własne korzenie.”

Philippe przytakuje. „W Warszawie czuć dziś niesamowita otwartość. Zwłaszcza wśród młodych ludzi – podróżowali, poznali różne kultury kulinarne i są podekscytowani czymś co odzwierciedla ich własne nomadyczne doświadczenia.”

Restauracja wpisuje się w szerszy moment kulturowy, w którym tożsamość staje się bardziej płynna, a przynależność do jednego miejsca nie wyklucza czerpania z innych. Sukces NOMAD Warsaw sugeruje, że goście są dosłownie – głodni kuchni, która oddaje złożoność współczesnego świata.

„W pewnym sensie wszyscy jesteśmy teraz nomadami” – zamyśla się Anna. „Nawet jeśli fizycznie nie podróżowaliśmy, mamy styczność z globalnymi wpływami przez media, znajomych, internet. Nasze podniebienia stały się nomadyczne, nawet jeśli nasze ciała pozostały na miejscu.

Patrząc w przyszłość

Gdy myślą o przyszłości NOMAD Warsaw, zarówno Anna, jak i Philippe emanują ekscytacją, ale i pokorą.

„Nie próbujemy rozpoczynać rewolucji,

ani zmieniać tego, jak wszyscy gotują” – zaznacza Anna. „Po prostu podążamy za własną ciekawością i mamy nadzieję, że inni zechcą wyruszyć z nami w te podróż.”

Philippe widzi przyszłość NOMAD Warsaw w budowaniu jeszcze silniejszej relacji ze społecznością – być może poprzez warsztaty kulinarne, podczas których goście będą mogli poznać zarówno tradycyjne techniki, jak i nomadyczne interpretacje. „Edukacja kulinarna jest niezwykle ważna. Kiedy ludzie rozumieją, dlaczego podejmujemy, takie a nie inne decyzje, zaczynają odbierać nasze dania znacznie głębiej.

Rozważają także wydanie książki kucharskiej, która dokumentowałaby ich drogę i podejście do gotowania. „To nie do końca książka z przepisami” – zamyśla się Anna. „Raczej mapa, która pokazuje jak inaczej myśleć o jedzeniu. Przewodnik po kulinarnym nomadyzmie”.

Na razie jednak ich pełna uwaga skupia się na samej restauracji – na tym, by nieustannie zaskakiwać, zachwycać i inspirować swoich gości.

Czego NOMAD Warsaw uczy nas o tożsamości

Rozmowa powoli dobiega końca wraz ze zbliżającym się wieczorem, ale Philippe dzieli się jeszcze jedną refleksją. „NOMAD Warsaw jest oczywiście o jedzeniu, ale także coś więcej. To opowieść o tym, jak odnajdujemy swoją tożsamość, kiedy kształtują nas różne miejsca i kultury. Nie trzeba wybierać pomiędzy przepisami swojej babci a smakami, w których zakochaliśmy się na drugim końcu świata. Można uhonorować jedno i drugie.”


Anna unosi kieliszek. „Za nomadyczne dusze, gdziekolwiek wędrują – i cokolwiek gotują

Kiedy jedzenie staje się podróżą: w środku restauracji NOMAD Warsaw

Blog 01.03.2026

„Pamiętasz tamtą noc w Bangkoku w grudniu 2023 roku?” – zapytała Anna, a jej oczy rozświetlają się, gdy pochyla się nad stołem. „Wtedy, kiedy trafiliśmy na malutki uliczny stragan i spróbowaliśmy czegoś, co kompletnie zmieniło nasze myślenie o jedzeniu?”

 

Philippe kiwa głową, a na jego twarzy pojawia się porozumiewawczy uśmiech. „Jak mógłbym zapomnieć?” To był moment, w którym zrozumieliśmy, że jedzenie nie polega tylko na tym skąd pochodzisz – chodzi o to, gdzie byłeś.

 

Ta rozmowa między Anną i Philippe’em, współzałożycielami restauracji NOMAD Warsaw, oddaje istotę tego, co dzieje się, gdy podróże zmieniają twoje podniebienie. Po 12 latach spędzonych w Tajlandii wrócili do Polski z czymś więcej niż tylko wspomnieniami i pamiątkami. Przywieźli ze sobą radykalny pomysł: a co, jeśli tradycyjna kuchnia europejska mogłaby zatańczyć z odważnymi azjatyckimi smakami? Co, jeśli przepis twojej Babci mógłby podać rękę ulicznemu jedzeniu z Bangkoku?

Rezultatem jest NOMAD Warsaw– restauracja, która odmawia pozostania w jednym miejscu, przynajmniej kulinarnie.

Narodziny kulinarnej przygody

Anna nalewa dwa kieliszki wina, wspominając ich podróż. „Wyjechaliśmy z Warszawy, myśląc, że znikniemy może na rok, dwa,

ale Tajlandia miała wobec nas inne plany.”

„To nie chodziło tylko o jedzenie” – dodaje Philippe, wygodnie rozsiadając się na krześle. „Chodziło o całe podejście do jedzenia. O odwagę! O sposób, w jaki tajscy kucharze łączyli składniki, które teoretycznie nie powinny do siebie pasować – a jednak tworzyli z nich czystą magię.”

Przez ponad dekadę Anna i Philippe zgłębiali kulinarną kulturę Azji Południowo - Wschodniej. Uczyli się od ulicznych sprzedawców w Bangkoku, zgłębiali tajniki domowej kuchni w lokalnych wioskach i chłonęli techniki przekazywane z pokolenia na pokolenie. Nigdy jednak nie zapomnieli o swoich europejskich korzeniach.
„Zdarzało nam się tęsknić za pierogami” – śmieje się Anna. „Ale po latach spędzonych wśród smaków galangalu i trawy cytrynowej powrót do całkowicie tradycyjnych przepisów wydawał się… niepełny.”

To właśnie napięcie pomiędzy dziedzictwem a doświadczeniem dało początek koncepcji NOMAD Warsaw. Nie interesowało ich tworzenie „fusion” tylko dla samego efektu. Chcieli raczej uhonorować obie tradycje – europejską i azjatycką – pozwalając im naturalnie się przenikać.

Co sprawia, że kultura jedzenia staje się „nomadyczna”?

 

Philippe gestykuluje ożywiony, gdy wyjaśnia ich intencje „Nomadyczna kultura żywienia nie polega na przypadkowym mieszaniu składników z różnych krajów. Chodzi o zrozumienie, w jaki sposób smaki podróżują, dostosowują się i zmieniają.”

„Dokładnie” – wtrąca Anna. „Pomyśl, jak pomidory przywędrowały z Ameryki do Włoch albo jak chili trafiło do Tajlandii z Ameryki Południowej. Jedzenie zawsze było nomadyczne, my tylko mówimy o tym wprost.”

To podejście znajduje odzwierciedlenie w NOMAD Warsaw w zaskakujący sposób. Klasyczny polski barszcz może zostać odświeżony nutą liścia limonki. Polskie, włoskie i francuskie techniki spotykają się z tajskimi ziołami, a włoski makaron otula aromat sosu rybnego. Każde danie opowiada historię ruchu, adaptacji i twórczego zderzenia.

„Nie próbujemy ulepszać tradycyjnych przepisów” – doprecyzowuje Philippe. „Pytamy raczej: co by było, gdyby te tradycje spotkały się wcześniej? Jakie rozmowy by ze sobą prowadziły?”

Menu w NOMAD Warsaw zmienia się wraz z porami roku, odzwierciedlając zarówno sezonowy kalendarz Warszawy, jak i ewoluujące kulinarne eksperymenty duetu. Wiosną pojawiają się szparagi w nieoczywistych, aromatycznych odsłonach. Jesienią na stole ląduje dziczyzna, łączona z tamaryndowcem i cukrem palmowym. Zimą sycące europejskie gulasze zyskują wyraziste akcenty dzięki galangalowi i kaffirowi.

Budowanie społeczności – talerz po talerzu

Twarz Anny łagodnieje, gdy mówi o roli restauracji na warszawskiej scenie kulinarnej. „Chcieliśmy, żeby NOMAD Warsaw przypominał czyjąś jadalnię – tylko taką, w której dzieją się niesamowicie interesujące rzeczy w kuchni.”

Restauracja, wszędzie tam, gdzie jest to możliwe korzysta z lokalnych składników, budując relacje z polskimi rolnikami i producentami.

 „Jest pewna, niesamowita kobieta, która jakieś 50 km od Warszawy, uprawia tradycyjne odmiany pomidorów – opowiada Philippe. „Kiedy przywozi nam swoje zbiory, zadajemy sobie pytanie: jak możemy uhonorować to, co wyrosło na jej polu, wprowadzając do tego nieoczywiste elementy.

To przywiązanie do lokalnych produktów nie sprowadza się tylko do zrównoważonego podejścia – to także sposób opowiadania historii. Każdy składnik staje się bohaterem większej opowieści o nomadycznej kulturze jedzenia.

„Nasi goście nie tylko jedzą kolację” – wyjaśnia Anna. „Oni biorą udział w rozmowie między kulturami, między tradycjami, między przeszłością a teraźniejszością.”

Atmosfera restauracji wzmacnia to poczucie podróży i odkrywania. Ciepłe światło, wspólne stoły i otwarta kuchnia zapraszają gości, by stali się częścią tego doświadczenia, a nie tylko biernymi obserwatorami.

Techniczna strona przekładu kulturowego

Philippe wyraźnie się ożywia, gdy opowiada o wyzwaniach stojących za ich koncepcją. „Nie możesz po prostu wlać sosu rybnego do bigosu i uznać, że sprawa jest załatwiona. Trzeba zrozumieć rolę każdego składnika.

Wiedzieć, dlaczego działa tam skąd pochodzi i umieć wprowadzić go w nowym kontekście i z wyczuciem.

To wymaga głębokiej wiedzy na temat europejskich, jak i azjatyckich technik kulinarnych. Zespół NOMAD Warsaw przez lata eksperymentował, popełniał błędy i doskonalił swoje metody.

„Prawdopodobnie stworzyliśmy po sto wersji niektórych dań” – przyznaje Anna. „Było takie jedno danie z wołowiną, do którego próbowaliśmy wprowadzić trawę cytrynową. Zajęło nam to sześć miesięcy, żeby zaleźć właściwy balans – moment, w którym wyraźnie czuć obie tradycje, ale żadna nie dominuje.

Kuchnia zachowuje subtelną równowagę między precyzją a intuicją. Klasyczne techniki dają jej strukturę, a tajska wrażliwość wnosi improwizację i odwagę. Polska sytość spotyka południowoazjatycką świeżość. Włoska elegancja przenika się z tajską złożonością.

Dlaczego Warszawa? Dlaczego teraz?

„Warszawa jest na to gotowa” – stwierdza z przekonaniem Anna. „To miasto przeszło przez ogromną przemianę. Ludzie tutaj rozumieją, co znaczy ewoluować, jednocześnie szanując własne korzenie.”

Philippe przytakuje. „W Warszawie czuć dziś niesamowita otwartość. Zwłaszcza wśród młodych ludzi – podróżowali, poznali różne kultury kulinarne i są podekscytowani czymś co odzwierciedla ich własne nomadyczne doświadczenia.”

Restauracja wpisuje się w szerszy moment kulturowy, w którym tożsamość staje się bardziej płynna, a przynależność do jednego miejsca nie wyklucza czerpania z innych. Sukces NOMAD Warsaw sugeruje, że goście są dosłownie – głodni kuchni, która oddaje złożoność współczesnego świata.

„W pewnym sensie wszyscy jesteśmy teraz nomadami” – zamyśla się Anna. „Nawet jeśli fizycznie nie podróżowaliśmy, mamy styczność z globalnymi wpływami przez media, znajomych, internet. Nasze podniebienia stały się nomadyczne, nawet jeśli nasze ciała pozostały na miejscu.

Patrząc w przyszłość

Gdy myślą o przyszłości NOMAD Warsaw, zarówno Anna, jak i Philippe emanują ekscytacją, ale i pokorą.

„Nie próbujemy rozpoczynać rewolucji,

ani zmieniać tego, jak wszyscy gotują” – zaznacza Anna. „Po prostu podążamy za własną ciekawością i mamy nadzieję, że inni zechcą wyruszyć z nami w te podróż.”

Philippe widzi przyszłość NOMAD Warsaw w budowaniu jeszcze silniejszej relacji ze społecznością – być może poprzez warsztaty kulinarne, podczas których goście będą mogli poznać zarówno tradycyjne techniki, jak i nomadyczne interpretacje. „Edukacja kulinarna jest niezwykle ważna. Kiedy ludzie rozumieją, dlaczego podejmujemy, takie a nie inne decyzje, zaczynają odbierać nasze dania znacznie głębiej.

Rozważają także wydanie książki kucharskiej, która dokumentowałaby ich drogę i podejście do gotowania. „To nie do końca książka z przepisami” – zamyśla się Anna. „Raczej mapa, która pokazuje jak inaczej myśleć o jedzeniu. Przewodnik po kulinarnym nomadyzmie”.

Na razie jednak ich pełna uwaga skupia się na samej restauracji – na tym, by nieustannie zaskakiwać, zachwycać i inspirować swoich gości.

Czego NOMAD Warsaw uczy nas o tożsamości

Rozmowa powoli dobiega końca wraz ze zbliżającym się wieczorem, ale Philippe dzieli się jeszcze jedną refleksją. „NOMAD Warsaw jest oczywiście o jedzeniu, ale także coś więcej. To opowieść o tym, jak odnajdujemy swoją tożsamość, kiedy kształtują nas różne miejsca i kultury. Nie trzeba wybierać pomiędzy przepisami swojej babci a smakami, w których zakochaliśmy się na drugim końcu świata. Można uhonorować jedno i drugie.”


Anna unosi kieliszek. „Za nomadyczne dusze, gdziekolwiek wędrują – i cokolwiek gotują

Znajdź swoich ludz

Instagram

Thread

Reddit

Dobre rzeczy (i rzeczy wymagane prawnie)

Warunki korzystania

Polityka prywatności

Dostępność

Jesteśmy restauracją czynną przez cały dzień

Otwarte codziennie od 9:00 do 22:00

Nomad Warszawa

Józefa Sierakowskiego 1, 03-712, Warszawa, Polska

Tel.: +48 795 077 373

Adres e-mail: booking@nomad-warsaw.com

Mapa Google tutaj

Copyright 2026 Nomad Sp. z o.o.

bottom of page